Nieoczekiwana sensacja z Japonii !!!

Tego się nie spodziewałem. Japoński kabel, dość cienki, giętki na nisko-masowych wtykach KLE który gra DOKŁANIE ODWROTNIE niż większość japońskich kabli które znam.

Gdybym nie wiedział co jest wpięte – powiedziałbym, że to kabel z USA, jakiś nowy, fajny i wartościowy gracz na rynku kablarskim.

Bardzo mi się podoba! To taki przypadek, dość rzadko występujący – kiedy słuchasz nowego urządzenia i po 5 sek wiesz, że jest dobry!

Prawie wszystkie japońśkie kable które znam, zwłaszcza te współczesne, tj. Acrolink, Furutech, Oyaide, SAEC, KRYNA – każdy jeden mniej lub bardziej skupia się na wydobywaniu detali i niuansów z muzyki jakby to był jakiś nadrzędny cel dla japończyków. Te lepsze i zwykle najdroższe japońskie kable dodają do tego dobre “body” masę, wypełnienie i gęstość, ale nadal słychać, że to wyciąganie informacji i rozdzielczość jest priorytetem.

Odnoszę wrażenie jakoby japończycy byli narodem inżynieryjnym, analitycznym, głównie myślącym który jakby czasami zapominał, że muzyki słuchamy również (albo przede wszystkim) dla radości, dla odpoczynku i zwykłej frajdy. Chociaż zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy tak słuchają i ….OK. Nie mam z tym problemu.

Stare kable Harmonixa z serii GP są pewnym odstępstwem od analitycznego podejścia swoich biznesowych rywali, jednak dla mnie osobiście Harmonix nie jest kablem zrównoważonym – jest wybitnie przesadzony i zbyt wiele aspektów brzmienia w nich mocno kuleje. Czesto w systemach bywa ociężały, wolny i ma dużą “mgiełkę”. Nie zawsze, ale często. Hijiri dla mnie jest dość jasny (nie ostry) tylko mocno doświetlony, miałem kiedyś trudność aby rozróżnic Hijiri w bezpośrednim porównaniu z Acrolinkiem 6100 Mexcel.

Dlatego Tiglon 2000 tak mocno mnie zaskoczył. Kupiłem go w ciemno jako, że potrzebowałem 1.5m kabla do gramofonu, takowy Tiglon się pojawił a zakup przypieczętował fakt, że jeden z moich znajomych który ma bardzo zbliżony gust do mojego i którego decyzjom zakupowym w 100% ufam – kupił taki kabel i chwalił na forum.

Jak gra Tiglon?

Przede wszystkim gra tak, że ciągle chce się z nim słuchać. Poziom czystej frajdy jest ekstremalnie wysoki. To kabel z którym nie analizuje się muzyki tylko chłonie jak najbardziej chłonna gąbka. Średnica jest fenomenalna, gęsta, pełna, aksamitna, zróżnicowana, wibrująca. Brzmienie przypomina mi mojego Shinai – jest typu wzmacinacz w A klasie, trochę Vintage – ja to uwielbiam. Tak gra analog – analog jest vintage.

—- anegdota –> znam człowieka który ma interesujący i kosztowny system a w nim magnetofon szpulowy którego uwielbia słuchać. Ma też bardzo drogi przetwornik pewnej firmy (nazwa ma trzy literki :)) specjalizującej się w konwersji D/A profesjonalnej oraz dla audiofili. Rozmawiamy kiedyś i słuchamy naprzemiennie szpuli oraz plików z tego D/A – i facet zachwyca się swoją szpulą natomiast przy przetworniku jest już obojętny i niespecjalnie podekscytowany. To było nasze pierwsze spotkanie a okoliczności nie wskazywało aby gospodarz był gotowy na uwagi, niemniej w głowie nieustannie miałem myś:

” po kiego grzyba kupiłeś przetwonik który gra nowocześnie i który nigdy, z żadnym kablem i w żadnej konfiguracji nie zagra tak jak Twój magnetofon szpulowy którego tak uwielbiasz?”

Facet słucha na szpuli i buzia mu się cieszy, chce się żyć, pić wino i klepać dziewczyny po tyłkach.. potem odpala DCSa i proza życia wraca. Smutno, nudno i nieciekawie.——

Czemu o tym wspominam? Ponieważ TIGLON gra jak ten magnetofon szpulowy! Daje frajdę jakiej nie daje Mexcel 6300 ani nawet Lineflux NCF który jest fajnym przewodem.

Tiglon nigdy nie gra ostro, nigdy nie jazgocze, nie akcentuje i nie podkreśla detali i nie szatkuje muzyki na częsci pierwsze. Wszystkie detale są, kabel niczego nie wycina ale podaje informacje i szczegóły jako dodatek do dania głównego – czyli czystej przyjemnosci z obcowania z muzyką.

Średnica, niska średnica, wysoka średnica jest pięknie podkreślona. Kabel ma dużo ciała dzięki czemu muzyka zyskuje na obfitości, gra analogowo, czaruje. Kabel jest szybki, ma drive i energię.

Dla mnie ten przewód jest znakomity i na pewno na DŁUGO (czyli w moim przypadku – ze 3 miesiące 🙂 ) zostanie w moim systemie używany naprzemiennie z Transparent OPUS. Wybrałbym go dla siebie bez wątpliwości zamiast Hijiri Million, Furutecha DAS 4.1, dowolnego Acrolinka, dowolnego SAEC czy KRYNA. Bez najmniejszych wątpliwości.

Tiglon przypomina mi trochę TMR RAMSES, z tym, że ma lepszą barwę, więcej ciała, technicznie jest bezproblemowy podczas gdy Ramses nie lubi źródeł o wysokiej impedancji wyjścia (ze wzgledu na swoja wysoka pojemnosc 900pf na metr). To nie są identyczne kable, ale mają coś sobie co sprawia, że trudno o nich zapomnieć.

Ze wszystkich kabli jakie w życiu przetestowałem a było ich kilkadziesiąt – interkonekt RCA Tiglon 2000 jest na pierwszym miejscu jako referencyjny przewód do słuchania muzyki który mogę polecić każdemu (kto ma podobny gust do mojego).


Posted

in

by

Tags:

Comments

One response to “Nieoczekiwana sensacja z Japonii !!!”

  1. Artur Avatar
    Artur

    Polecam kiedyś wypróbować kable głośnikowe TPL 2000sp , sieciówki i Lan Tiglona wtedy dopiero jest “muza i magia” . Tiglona 2000R/xlr porównywałem z IC innych firm za “chore” pieniądze. Tiglon nigdy nie był gorszy, grał inaczej, ale takiej muzykalnośći, spokoju, gęstości “body” i flow nie miał żaden kabel .
    Pozdrawiam