Grandinote Shinai

W roku 2021 powiedziałem sobie “koniec z lampami”. Miałem dość niskiej mocy, problemów z nadmiarowym wysterowaniem współczesnych kolumn oraz faktu, że te ezgemplarze lamp które były obiektem mojego zainteresowania były ekstremalnie drogimi kilkudziesięcioletnimi lampami NOS. Wiedziałem już wtedy, że kolumny potrzebują dużego nadmiaru mocy ze wzmacniacza, nawet jeżeli wg matematyki wykorzystujemy 1-2 Watt do typowych codziennych odsłuchów.

Chciałem słuchać, każdej muzyki, głośno, z pełnym pasmem oraz bez zniekształceń, czyli umownie znacznie poniżej 1% THD. Powodów zmęczenia wzmacniaczami lampowymi było znacznie więcej. Choć chyba nade wszystko istotny był fakt, że ich dzwięk wcale nie był lepszy niż dobrych tranzystorów. Problemem był fakt, że na dobre tranzystory nie było mnie wtedy stać, co zaczęło się zmieniać wraz z rozwojem mojej kariery zawodowej.

Punktem zwrotnym był moment kiedy zabrałem monobloki Air Tight ATM-211 do warszawskiego Audiosystemu celem odsłuchu kolumn Harbeth 40.2 których ostatecznie nie kupiłem, czego nie mogę napisać o wzmacniaczu Ypsilon Phaethon którego stałem się właścicielem dwa tygodnie po tamtym odsłuchu. Phaethon udowodnił mi, że da się zbudować wzmacniacz hybrydowy który w zasadzie gra jak bardzo dobra lampa SE. Phaethon nie mógł być tym ostatnim, ale zapoczątkował nowy, lepszy etap – przejście z lamp na rozwiązanie hybrydowe, aby ostatecznie skończyć na w pełni tranzystorowym.

Po kilku miesiącach zaczęło przeszkadzać mi strojenie Ypsilona czyli położenie akcentu na wyjątkową przejrzystość, kosztem wypełnienia. To był piękny dzwięk ale jak dla mnie na dłuższą metę zbyt filigranowy, lekki i zwiewny. Dzwięk typu “wydmuszka” czyli wspaniałe gładkie krawędzie ale brak środka, ciała, wybrzmień i kubatury. Z Ypsilonem grałem jakieś 6 miesięcy i była to trudna miłość. Dał mi znacznie więcej frajdy niż Air Tight ATM211 ale nadal daleko było to szczerej pełni zadowolenia.

Gdy do mojego domu trafił zestaw dzielony Circle Labs, kolejna hybryda – wiedziałem, że czas na zmiany. Ypsilon został sprzedany a ja zamówiłem dla siebie zestaw Circle Labs z którym zostałem na prawie dwa lata. Nigdy wcześniej, podczas mojej niemal 17 letniej przygody w audio nie udało mi się tak długo korzystać z jednego wzmacniacza.

Ypsilon Phaethon grał jak bardzo stare, rzadkie i nieznane audiofilom lampy “type 26” czyli ultra-przejrzyste triody. Nie mają absolutnie żadnej własnej sygnatury, żadnej barwy, żadnego koloru, żadnej palety cieni. Są, ponieważ je widzimy, ale grają jakby ich nie było. Można na to spojrzeć z innej perspektywy – jeżeli założymy (a ja tak zakładam), że każdy instrument czy głos – posiada własną charakterystyczną barwę, to Ypsilon jej nie oddawał a wszystko rysował cienką kreską, bez podbudowy, bez wypełnienia. Nota bene dokądnie te same cechy miał ATM-211 Air Tighta, tylko jeszcze bardziej spotęgowane.

Wiedząc co powyżej napisałem – Circle Labs wprowadził znacznie więcej realizmu muzyki, wprowadził barwy, zróżnicowanie, masę, body, energię. Rozkładając brzmienie urządzenia na czynniki pierwsze – trudno było znaleźć słabe punkty zestawu Circle. Co prawda znacznie bardziej cenię końcówkę M200 niż preamp P300, ale umówmy się, że jako zestaw dość dobrze do siebie pasują.

Z Circle Labs jak już wspomniałem korzystałem dwa lata. Byłem i byłbym mocno zadowolony z tego zestawienia. Nie miałem żadnych problemów z wysterowaniem, mocą, zniekształceniami, mogłem słuchać każdej muzyki na bardzo dobrym poziomie. Był jednak jeden element który nieco, który minimalnie mnie nurtował i nie pozwlał o sobie zapomnieć. Co jakiś czas zastanawiałem się co mogę zrobić aby jeszcze bardziej nasycić i podbarwić zestaw Circle. Czegośmi minimalnie brakowało, za czymś jeszcze goniłem, nie wiedziałem tylko za czym.

Pierwszym krokiem był zakup Acrolinka 8N-A2080 EVOIII który jest najcieplejszym kablem tego producenta. (celowo używam uproszczeń i przejaskrawiam podczas tego testu, dla uproszczenia i oddania trendu zmian).

Drugą zmianą była wymiana kondensatorów Mundorf SGO w końcówce M200 na V-CAP CUTF. Trzecim elementem była wymiana bezpieczników na najcieplejsze jakie znam.

I teraz – Te trzy działania przyniosły zmiany i można rzec poprawę w kwestiach na których mi zależało, ale była to poprawa typu przypudrowanie, lub nazwę to inaczej – zamalowanie problemu. Zmienił się nieco sznyt, ale sercem to był nadal ten sam wzmacniacz. Można to porównać to przestawienia filtru cyfrowego w DAC. Brzmi niby nieco inaczej ale to nadal to samo brzmienie z całym pakietem wad i zalet. Z zestawem Circle muszę jeszcze napisać o jednym – otóż – podczas niemal dwóch lat jego użytkowania – nieustannie prowadziłem eksperymenty, a to z kablami, a to z zegarami, podkładkami itp. Ciągle szukałem, ciągle brakowało mi kropki nad “i”.

Było dobrze, było bardzo dobrze, ale gdzieś tam w środku wiedziałem, że do pełni szczęścia, czyli do osiągnięcia spokoju – potrzebuję tego ostatniego muśnięcia, ostatniego szlifu.

Myślałem czasami na co potencjalnie zmienić zestaw Circle, ale nie miałem pomysłu. Wiedziałem których urządzeń nie chcę, ale nie miałem pojęcia czym się zainteresować. Sprawy zaczęły się krystalizować gdy sprzedałem kolumny Harbeth Mastering Monitor 40 mojemu koledze – Sławkowi, który to połączył je z potężną A klasową końcówką XINDAK. Harbethy te znałem doskonale ale u Sławka grały zupełnie inaczej niż u mnie, w dzwięku było coś co dawało mi komfort i spokój, jakby audio-nerwica się wygaszała i przestała dominować.

Zacząłem myśleć o wzmacniaczu w klasie A (Ypsilon oraz Circle to klasa AB). Rozważałem przeróżne opcje, ale w ciemno obawiałem się dokonać zakupu. Sprawa przybrała tempa gdy odwiedziłem znajomego który to po wielu latach korzystania z drogich, rozbudowanych systemów audio firm takich jak: Accuphase, MBL, Reimyo, Audio Research – przeszedł na minimalistyczny zestaw pt. wzmacniacz zintegrowany + odtwarzacz CD.

Odwiedzałem tego kolegę już wcześniej, kilkukrotnie, na przestrzeni lat. Zawsze grało dobrze, często bardzo dobrze, ale tym razem zagrało tak na 90% tego co na tą chwilę uważam za punkt krytyczny, czyli taki w którym następuje spełnienie, punkt w którym “już więcej nie potrzeba”. Wzmacniaczem był Grandinote Shinai, natomiast odtwarzaczem CD – Esoteric K1XD.

Po kilku tygodniach spotkałem się z tym kolegą ponownie, tym razem zabrałem ze sobą odtwarzacz CD który dobrze znałem – CEC CD5. Posłuchaliśmy chwilę na Esotericu, potem na CEC i byłem mniej więcej świadom różnic pomiędzy odtwarzaczami.

Nie byłem w tamtym czasie jeszcze ani przekonany any świadomy jaki poziom reprezentuje Shinai, pomyślałem sobie jednak, że kupię go z drugiej ręki jeżeli trafi się odpowiednia oferta. Dwa tygodnie póżniej miałem już mój własny egzemplarz w domu.

I teraz najważniejsze:

W audio możemy rozkładać na czynniki pierwsze, czy to brzmienie, czy to urządzenie. Możemy też zupełnie o tym nie myśleć a podążać za głosem intuicji, wewnętrznego głosu który można porównać do głosu serca w zestawieniu do poleceń z mózgu (racjonalnych, oczywistych, mierzalnych).

Pierwsze wpięcie Shinai do systemu było też ostatnim. Tylko jeden raz wpiąłem Circle Labs, dokładnie trzy miesiące od zakupu Shinai, w dniu kiedy sprzedałem Circle Labs i chciałem sprawdzić czy wszystko działa poprawnie oraz zademonstrować brzmienie przyszłemu właścicielowi. I teraz paradoks polega na tym, że na pewnym poziomie systemów audio, kiedy to już dawno temu wygrzebaliśmy się z walki o poprawność techniczną, kiedy to z tym czy tamtym urządzeniem i tak jesteśmy na wyżynach – wtedy w grę wchodzi serce a nie mózg.

Gdy czekałem na klienta i chwile posłuchałem Circle Labs, zdałem sobie sprawę, że rozkładając brzmienie na czynniki pierwsze, kiedy to słucham “głową” – brzmienie wydaje się przynajmniej tak samo dobre jak z Shinai, a może nawet lepsze. Chyba większy wgląd w nagranie, chyba większa dynamika, olbrzymia scena… barwy i kolor w sumie takie same albo bardzo podobne, rozdzielczość znakomita. Nie potrafiłem znaleźć niczego o co możnaby się wyraźnie przyczepić.

W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że znowu czuję niepokój, ten który pamiętam sprzed trzech miesięcy. Niby wszystko jest Ok, ale jednak nie jest. Nie umiem tego opisać, wytłumaczyć ani rozrysować. Na logikę – wszystko jest perfect ale coś zniknęło, czegoś nie ma.

Niemal identyczne wrażenie odniosłem w ostatnim czasie podczas porównania bardzo wysokiej klasy odtwarzacza sieciowego w zestawieniu ze względnie niedrogim (czterokrotnie tańszym) odtwarzaczem CD. W trybie analizy – odtwarzacz sieciowy bił odtwarzacz CD o głowę, o kilka klas. Był znacznie lepszy. Tylko co z tego skoro zupełnie nie mam ochoty z nim słuchać muzyki. Jest wybitny i oszałamiająco znakomity, ale nie dla mnie.

Circle Labs ma już nowego właściciela który pisał mi, że jest szczęśliwy i bardzo zadowolony z zakupu. Cieszy mnie to bardzo mocno. Lubię szczęśliwe zakończenia, tymbardziej, że mamy sytuację “win-win”, wszyscy są zadowoleni, ułożyło się najlepiej jak mogło.

Ja wróciłem do Shinai i znowu czuję spokój, spełnienie, wszystko mi pasuje, niczego nie chcę zmieniać. Jest dokładnie tak jak powinno być. Shinai nie jest perfekcyjny, ale trafił swój na swego.


Posted

in

by

Tags:

Comments

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *