Zacznę od tego, że nie jest to tekst sponsorowany, a firma Freakuence nie prosiła mnie o jego napisanie. Uważam jednak, że o dobrych doświadczeniach również należy mówić – szczególnie w świecie kosztownego sprzętu audio, w którym zaufanie do sprzedawcy bywa równie ważne jak samo urządzenie.
Cała historia zaczęła się od awarii mojego Grandinote Shinai. Naprawa zaczęła się przedłużać, a brak podstawowego wzmacniacza obudził we mnie chęć wykorzystania tej sytuacji do poznania czegoś nowego.
Nie szukałem przy tym drugiego Shinai ani urządzenia grającego w podobny sposób. Wręcz przeciwnie. Pomyślałem, że jest to dobry moment, aby posłuchać również wzmacniaczy o zupełnie odmiennej charakterystyce. Sprawdzić inną filozofię konstrukcyjną, inne spojrzenie na dźwięk, a przy okazji być może zweryfikować kilka własnych przekonań.
W ten sposób trafiłem na używanego Ayre AX-5 pierwszej generacji, wystawionego przez holenderski sklep Freakuence.nl. Nie Twenty, lecz pierwotny AX-5 – dokładnie ten model, którego od pewnego czasu chciałem posłuchać we własnym systemie.
Dlaczego właśnie Ayre?
AX-5 ma absolutnie referencyjne parametry techniczne: bardzo wysoką impedancję wejściową, szerokie pasmo przenoszenia, znakomity odstęp sygnału od szumu oraz wyjątkowo niski poziom zniekształceń. Do tego dochodzą w pełni zbalansowana konstrukcja, brak globalnego sprzężenia zwrotnego i nietypowa, bardzo zaawansowana regulacja głośności Ayre VGT.
Na papierze wygląda to niemal jak wzmacniacz idealny. Urządzenie stworzone po to, aby możliwie mało ingerować w sygnał, nie ograniczać współpracującego źródła i pozwolić muzyce przejść przez cały tor bez zbędnego nalotu.
Parametry parametrami, ale pozostawało najważniejsze pytanie: jak ta techniczna doskonałość przekłada się na muzykę?
Chciałem to sprawdzić u siebie.
Cena wynosiła 4700 euro, wzmacniacz był fabryczną wersją 230 V, a jego stan wyglądał bardzo dobrze. Kontakt z dealerem od początku był konkretny, swobodny i pozbawiony niepotrzebnej handlowej otoczki. Podjąłem decyzję i kupiłem.
Ayre przyjechał z Holandii do Polski bardzo dobrze zapakowany i dokładnie w takim stanie, w jakim został opisany. Pierwsze wrażenie było więc jednoznacznie pozytywne.
Później zacząłem słuchać…
AX-5 jest niewątpliwie bardzo dobrym wzmacniaczem. Gra szybko, czysto i transparentnie. Doskonale różnicuje nagrania, buduje uporządkowaną przestrzeń i pozwala bez wysiłku śledzić najdrobniejsze zmiany w barwie, dynamice oraz akustyce nagrania. Nie zamierzam umniejszać jego klasie tylko dlatego, że ostatecznie go zwróciłem. Technicznie i jakościowo jest to konstrukcja z bardzo wysokiej półki.
Jednocześnie dość szybko zacząłem zauważać, że nie jest to do końca mój sposób przeżywania muzyki.
W moim systemie Ayre grał lżej i bardziej transparentnie, niż tego oczekiwałem. Dźwięk rozwijał się przede wszystkim w głąb sceny, był precyzyjny, uporządkowany i szlachetnie zdystansowany. Brakowało mi jednak odrobiny masy, nasycenia oraz tej bezpośredniości, dzięki której muzyka przestaje być prezentacją, a zaczyna fizycznie pojawiać się w pomieszczeniu.
Lubię dźwięk duży, bliski i swobodny. Taki, który nie tylko pokazuje nagranie, ale też nadaje muzyce ciało, oddech i naturalny rozmach. Ayre przedstawiał bardzo dużo informacji, robił to z kulturą i imponującą precyzją, lecz emocjonalnie pozostawiał mnie nieco dalej od wydarzeń, niż bym chciał.
Co ciekawe, referencyjne parametry tego wzmacniacza rzeczywiście znajdowały odzwierciedlenie w jego brzmieniu. Dźwięk był wyjątkowo czysty, pozbawiony przypadkowych naleciałości i technicznie bardzo spójny. AX-5 nie próbował niczego upiększać ani narzucać muzyce własnego charakteru.
Była to zatem ciekawa próba, a nie nieudany zakup. Po raz kolejny przekonałem się po prostu, że obiektywna jakość urządzenia i jego dopasowanie do konkretnego słuchacza są dwiema różnymi sprawami. Można docenić klasę wzmacniacza, a jednocześnie nie chcieć z nim pozostać.
Po kilku dniach wiedziałem już, że nie ma sensu przekonywać samego siebie. AX-5 nie zastąpi u mnie Shinai i nie zostanie na dłużej. Napisałem więc do Freakuence z informacją, że chciałbym skorzystać z możliwości zwrotu.
I tutaj dochodzimy do właściwego powodu powstania tego tekstu.
Freakuence otwarcie informuje, że sprzęt kupiony zdalnie można zwrócić w ciągu 14 dni. Co więcej, firma zachęca klientów, aby urządzenia sprawdzać we własnych systemach. Jej pracownicy rozumieją, że nawet znakomity wzmacniacz, odtwarzacz czy przetwornik może nie odnaleźć się w konkretnym zestawie albo zwyczajnie nie trafić w oczekiwania właściciela.
W przypadku nowego sprzętu taka możliwość jest dziś dość powszechna. Tutaj mówimy jednak o urządzeniu używanym, kosztującym niemałe pieniądze i wysłanym do klienta za granicę. W takich okolicznościach możliwość spokojnego odsłuchu we własnym systemie, a następnie bezproblemowego zwrotu, nie jest już czymś równie oczywistym.
Sprzedać urządzenie i przyjąć zapłatę jest stosunkowo łatwo. Jakość sprzedawcy najlepiej poznaje się dopiero wtedy, gdy klient dochodzi do wniosku, że zakupiony sprzęt – mimo swojej klasy – nie jest dla niego.
Ze strony Freakuence nie było żadnego utrudniania, przeciągania sprawy ani prób podważania mojej decyzji. Zwrot został potraktowany spokojnie, normalnie i po partnersku. Otrzymałem potrzebne informacje, zapakowałem wzmacniacz równie starannie, jak wtedy, gdy do mnie przyjechał, i odesłałem go do Holandii.
Pieniądze otrzymałem w ciągu 24 godzin od momentu odebrania przesyłki zwrotnej przez dealera.
Bez przypominania się i bez niepewności. Paczka dotarła, urządzenie zostało sprawdzone, a wpłacona kwota niemal natychmiast wróciła na moje konto. Cały proces przebiegł dokładnie tak, jak powinien wyglądać – szybko, spokojnie i uczciwie.
W high-endzie nie da się wszystkiego przewidzieć na podstawie parametrów, testów i opinii innych osób. Urządzenie może być wybitne, znakomicie zaprojektowane i powszechnie cenione, a mimo to nie zagrać w naszym systemie w sposób, którego poszukujemy. Ostateczna odpowiedź pojawia się dopiero we własnym pokoju, z własnymi kolumnami, muzyką i wrażliwością.
Dlatego możliwość odsłuchu w domu i przyjazna polityka zwrotów mają dla mnie ogromną wartość. Pozwalają podejmować świadome decyzje bez obawy, że nietrafione dopasowanie pozostawi nas z bardzo kosztownym problemem.
Ayre AX-5 ostatecznie u mnie nie został, ale doświadczenie związane z jego zakupem uważam za wartościowe. Mogłem poznać zupełnie inną szkołę brzmienia, zweryfikować własne oczekiwania i jednocześnie przekonać się, że Freakuence jest firmą, której można zaufać również wtedy, gdy transakcja kończy się zwrotem.
Bez obaw kupiłbym od nich kolejne urządzenie. Sklep oferuje ciekawy wybór sprzętu nowego, demonstracyjnego i używanego, realizuje wysyłki międzynarodowe, a na używane urządzenia deklaruje pełne 12 miesięcy gwarancji.
Warto więc od czasu do czasu odwiedzać Freakuence.nl. Można znaleźć tam interesujące, niekiedy rzadko spotykane urządzenia, ale równie ważne jest to, że za ofertą stoi przyjazne i dojrzałe podejście do klienta.
Ayre AX-5 nie był wzmacniaczem dla mnie.
Freakuence okazało się jednak dealerem, do którego z przyjemnością jeszcze wrócę.
