“zamiatanie bałaganu pod dywan”
“mocne doprawianie niesmacznej potrawy aby była zjadliwa”
Na przestrzeni kilkunastu lat zabawy w audio a zwłaszcza audio DIY – wielokrotnie stałem przed dylematem, problemem do rozwiązania.
Wiele z tych problemów jest z natury przyjemnych, czyli wybieramy pomiędzy dwoma fajnymi wariantami.
Bywa jednak, dość często, zwłaszcza kiedy budujemy urządzenie, że z punktu widzenia podstawowych zasad elektrycznych i elektrotechnicznych – nasze urządzenie tak czy siak będzie poprawne, będzie grało i będzie bezpieczne.
Jednak każdy kondensator, rezystor, dławik i drut – mają dwa końce. Który ma iść do masy? który ma iść do zasilania? który ma być przy “wyższej impedancij” który ma być przy “niższej impedancji”?
Duża część środowiska DIY, zwłaszcza tego ambitnego DIY, czyli Azja/USA i bogatsza część Europy – wiedzą ludzie, że kondensatory mają okładziny, że oscyloskopem można sprawdzić i wybrać takie wprowadzenie elementu do układu aby zbierało mniej zakłóceń.
Robią to również niektóre firmy z Japonii. Z tych Europejskich na pewno Audio Note UK.
Wspominam o tym dlatego, że zawsze kiedy buduję urządzenie, kiedy mam możliwość wybrać którą stroną wlutuję element – zawsze podświadomie ciągnie mnie w stronę wariantu gdzie gra gęściej, masywniej, pełniej. To taka chęć nadania muzyce życia, ucieczka od chudego przekazu.
I o ile sama idea jest słuszna, o tyle często wybór takiego wariantu to wybór łączenia o WIĘKSZEJ ilości zniekształceń.
Nie pamiętam wszystkich przypadków, ale kilka pokrótce opiszę:
- Dawno temu w jednym z przetworników użyłem kondensatora sprzęgającego Sprague Vitamin Q. On nie ma oznaczenia które wskazywałoby okładzinę zewnętrzną (którą należy łączyć z niższą impedancją). Spróbowalem obu wariantów i wybrałem ten barwniejszy, gęstszy, cieplejszy. Był ze mną ówczesny kolega, też DIYowiec i mówi do mnie “nie możesz tego tak wlutować, to nie jest czysty przekaz”.
I miał rację. Wybrałem gorszy wariant który przykrywał problem leżący gdzie indziej.
2. Duelund. Pamiętam jak Duelund pojawił się na rynku i nie było wtedy jasne jak go wlutować. Nie było instrukcji jasnych od producenta a wiedza aby sugerować się okładziną zewnętrzną nie była powszechna. Doskonale pamiętam jak osłuchiwałem ten kondensator w tubowym systemie i jako docelowy wariant wybrałem ten który grał gęsciej, barwniej, masywniej, choć obiektywnie – mniej czysto.
Teraz wiem, że łatałem jakies braki w innym obszarze systemu. Aktualnie w “debeściaku” mam 7 Duelundów i każdy jest wlutowany poprawnie (zew okładzina na niższą impedancję). Gra bosko. Kiedys grałby “za chudo”.
3. Transparent Reference Digital
Pamiętam spotkanie u jednego z kolegów gdzie m.in osłuchiwaliśmy kable cyfrowe. śp. Piotr – Stary Audiofil – przyniósł cyfrówkę Transparenta która miała jasne oznaczenia jak ją łączyć. Pamiętam jak zaproponowałem aby wpiąć ją odwrotnie niż sugeruje producent. Doszło barwy, gęstości, masy na średnicy – tak jak lubię. Piotr jednak powiedział aby wpiąć ją spowrotem zgodnie z zaleceniemi.
4. Mój kabel zasilający “Power Reference One”
Gdy pracowałem nad kablem, jedna z decyzji dotyczyła kierunku. Dla uproszczenia napiszę “zgodnie z napisami” albo “niezgodnie z napisami”.
Tu zachodzi ciekawostka, otóż do recenzji w High Fidelity wybrałem wariant “z napisami” który grał czysto, szybko, ale barwę miał słabą.
Zakładałem wtedy, że każdy komponent ma tylko jeden poprawny wariant kierunku, a nie zawsze tak jest.
Kable były zrecenzowane a ich wskazane wyróżniki dotyczyły szybkości, rozdzielczosci, punktowego basu. To miłe, ale nie te elementy w moich założeniach chciałem promować.
Sprzedałem kilkanaście sztuk kabli po czym wszystkie kolejne (jakieś 120szt) zmontowałem w kierunku przeciwnym niż te które były recenzowane. I włąsnie ten drugi kierunek był znacznie lepiej przyjęty na rynku i odpowiadał za dość duży sukces sprzedażowy.
Piszę ten post ponieważ mam podobne dylematy przy okazji budowy “Debeściaka”, na szczęście nie mam presji czasu, nikt nie czeka, nie gonią mnie terminy a wszystko robię w swoim tempie.
Kilka dni temu pisałem, że użycie ekranowania dławików i trafa zasilającego degraduje brzmienie a dzisiaj wiem, że nie degraduje tylko sprawia, że jest bardziej cywilizowane. Muszę “odszczekać” co powiedziałem i właśnie to robię. Ekran będzie użyty, gra z nim lepiej. Ale “słyszę to” dopiero teraz, kiedy naprawiłem inne obszary DAC które były niepoprawne.
I teraz ważne: gdy pisałem i nagrywałęm ,, że z ekranem gra gorzej – miałem rację. Grało gorzej, ale poprzez niełączenie ekranu zamiatałem brud pod dywan. Użyłem gorszego wariantu który na ucho był lepszy, a błąd który to wszystko powodował był zupełnie w innym miejscu.
I takich “akcji” było już kilka. Spędziłem z tydzień czasu na testowaniu kilkunastu konfiguracji stopnia konwersji I/V (konwersja prąd / napięcie) ponieważ słyszałem nieczystosci w średnicy i sopranach a winowajcą były…. niedożarzone lampy.
Tak było z ekranowaniem. Teraz z ekranowaniem gra lepiej, ale dzieje się tak bo w międzyczasie naprawiłem 3-4 poważne nieprawidłowości w urządzeniu.
Wiele miesięcy temu pisałem o koniecznosci rewidowania poglądów i systemu. Tak jak ja teraz rewiduję budowę urządzenia. Gdy prace posuwają sie do przodu to wracam do obszarow ktore ustalałem znacznie wcześniej i testuje je ponownie, aby miec pewnosc, że w odświeżonych warunkach nadal są tymi najlepszymi.
To taki development ciągły, bez przerw.
I teraz najlepsze jest to, że jestem blisko końca. Naprawdę blisko końca. Sprawdziłem niemal wszystkie warianty ponownie, po kilka razy i na dzień dzisiejszy – nie jestem w stanie wymyśleć nic lepszego niż to co mam teraz (dotyczy Debeściaka). Kończą mi się też pomysły. Wielkimi krokami zbliża się moment kiedy powiem “to koniec, to jest to!”.
