Luźne przemyślenia po AVS 2025


Kilka pytań po AVS2025 o których luźno i niestety jak zwykle krótko porozważam.

  1. Jakie wartości promowane są w branży?
  2. Praca w branży audio
  3. Co zwróciło moją uwagę na AVS 2025.

ad1)

Media, reklama, pisma, dostawy, producenci, dystrybutorzy – jeżeli są tego świadomi, potrafią i mają pieniadze – mogą wpływać na rzeczywistość. Poprzez systematyczną “ewangelizację” mogą wykreować co jest modne, co jest passe, co wypada i czego nie wypada. Jeżeli będą pewni siebie robili to odpowiednio długo to są w stanie wykreować niemal dowolne standardy.

W 2011 roku w Polsce powstała ustawa dotycząca zaleceń “znakowania pacjentów” podczas pobytu w szpitalu. W 2013 roku ta ustawa weszła w życie. Pamiętam jak od 2011 do 2013 roku jeździłem i opowiadałem na kongresach, sympozjach, seminariach na temat drukowania opasek dla pacjentów na drukarkach termicznych. Byłem jedyny i nikt poza mną tego nie robił, nikt nie “opowiadał” i nie “edukował”. Szpitale nie miały pojęcia czego chcą, jak chcą i jakie są dobre praktyki. Chcąc – nie chcąc zostałem “influencerem” a po dwóch latach pracy – jakieś 70% Polskich szpitali drukowało opaski na drukarkach termicznych.

To dobry sposób, odpowiedni i godny uwagi, niemniej są też inne, nie gorsze – ale szpitale o nich nie wiedziały. Wiedza została im podana na tacy i zareagowali jak zareagowali.

Wspominam o tym jako przykład który znam dobrze jako wstęp do tematu procesu edukacji klienta przez branżę audio i można by tu mnożyć podgrupy i wariacje, ale mnie interesuje jeden konkretny.

Słucham, czytam, jeżdzę, obserwuję rynek AUDIO od kilkunastu lat i widzę, że ekstremalnie rzadko kieruje się klienta aby wybierał to, co DAJE MU RADOŚĆ ZE SLUCHANIA.

Promowana jest: rozdzielczosc, wgląd w nagranie, separacja, selektywność, faktury, wybrzmienia i…. <wstaw co chcesz>… , ewetualnie walką o największą wierność, o naturalność i upraszczanie ścieżki sygnału. Bywa, że promowane są pomiary, duży damping factor. Szkół jest wiele tak samo jak wyznawców. Rzadko jednak ktokolwiek pisze – kup to co daje Ci radość.

Ktoś może powiedzieć “przeciez to oczywiste!”. Ja uważam, że nie jest oczywiste. Ludzie nie chcą być wyrzutkami, nie chcą być odmieńcami i skoro istnieje jakaś powszechnie ugruntowana wiedza, albo dobre praktyki – to należy je stosować – tak uważają.

Problem w tym, że co wtedy kiedy te powszechne praktyki, promowane teorie – nie dają radości? Co wtedy – kiedy mamy już te high endy a nadal nie chce nam się słuchać? Tzn. Słuchamy, raz jest lepiej , raz gorzej, czasem nawet fajnie, ale nadal jest coś nie tak….!!!

Ja gdy wchodziłem w audio hifi/ high end nie miałem założeń, ale pamiętam jaką radość samej muzyki ale i z jakości miałem np. na walkmanie AIWA. Albo odtwarzaczu IRIVER IFP895 (jakies 25 lat temu).

Dlatego pytam – co w momencie kiedy ja już kupiłem kilka tych najlepszych dajmy na to przewodów – które mają wszystko to co promowane jest przez “branżę” – ale NIE DAJĄ MI RADOŚCI…. NIE CIESZE SIĘ MUZYKĄ?

Co mam w takiej sytuacji zrobić? Mam tłumaczyć sobie, żę “moje głośniki są nie w tej lidze co kabel” albo “że źle zgrałem system”, czy “nie wygrzało się”, “nie ma synergii”..

Branża miesza i powoduje mętlik w głowie. Ja jestem na to bardziej odporny niż statystyczny Kowalski a i tak mi ciężko “nie dać się złapać” w tą retorykę.

Ile to razy na forach czytałem kłótnie na temat audio absolutu: “ma grać jak na koncercie!” , “tylko studyjny sprzęt!! inne się nie liczą bo studyjny to referencja!”, ” sygnał audio musi byc jak najkrótszy!”

9 na 10 audiofili jakich poznalem przestala sluchac swojej ulubionej muzyki. Co drugi ktory kiedys kochał pop, rock, disco – teraz jest fanem i znawca Jordi Savalla i słucha barokowych, czy tam renesansowych pierdów na instrumentach dawnych.

I oczywiśćie – należy się rozwijać, próbować, szukać i poznawać. Jestem za. Ale jak to mawia klasyk “ile można wpierdalać sushi”?. Na codzien chleb z wedliną i pomidorem jest odpowiedni, a sushi raz-dwa w miesiacu. To są zdrowe dla człowieka proporcje.

A propos Savalla – JA TEŻ SŁUCHAM, ale okazjonalnie, mam może trzy płyty. Podoba mi się, ale nie oszukuję się, tylko nadal chce i buduję system pod muzykę która daje mi radość. A radości nie dają mi audiofilskie samplery czy nagrania ECMu albo inne AliaVox, tylko ROCK, POP, DISCO i znana, popularna muzyka lat 70-2000.

Na tej muzyce się wychowałem, ją znam i chcę na nowo odkrywać, ta mnie kręci i powoduje, że (gdy dobrze gra!) to na fotelu nie siedzę tylko skaczę, bo gra tak dobrze, że nie da się usiedzieć. To są te emocje które pamiętam z walkmana AIWA, tylko spotęgowane.

Powiem Wam jak uważam: NAJPIERW musi być radość z muzyki, potem liczą się te wszystkie inne kryteria i parametry jakich używa się do opisu muzyki czy urządzeń. Związek bez miłości jest tam samo nijaki jak muzyka bez radości.

Dlatego nie mam już wielu produktów, które techniczne były doskonałe, ale nie dostarczały mi radości i przyjemności. Staram sie pamiętać, staram się nie zapominać – aby nie słuchać głową i nie analizować, bo to mnie zaprowadzi na manowce gdzie byłem setki razy. Słuchać tak, żeby “gęba” się cieszyła.

PS. wybaczcie prosty przekaz. Nie mam ochoty przebierać w słowach.

Nie wiem co promuje branża w jakim kierunku to zmierza. Wiem jedynie, że nigdy mnie to nie kręciło i nigdy nie słyszałem w większości tych urządzeń tego co chwyta za serce, co trzyma na krześle. Widzę za to tony odpicowanego tombaku i różne grupy ludzi, m.in tych wymuskanych artysto-inteligentów w marynarkach, muszkach i kolorowych szalikach którzy dali się nabrać, oraz tych biedaków z reklamówkami którym ciągle na AVS “nie gra”… i chyba zaczynam ich rozumieć.

ad2)

Nawiązując do pierwszego, coś Wam opowiem. Będzie krótko.

Robiłem/ robię kable – hobbystycznie ale skutecznie z dobrymi efektami. Zawodowo – pracuje w handlu, odpowiadam za sprzedaż w regionie CEE (18 krajów, miliony EUR obrotu). Pracuję z dystrybutorami, Resellerami, rzadziej – z klientem końcowym. Jedna branża, ta sama od 15 lat. Mała, niszowa, specjalistyczna – wszyscy się znają.

w ubiegłym roku zwróciło moją uwagę, że rynek audio się konsoliduje, czyli umownie – zmniejsza się liczba graczy na rynku i brandy są skupowane przez duże organizacje inwestycyjne (głównie Azja). Przy okazji przeglądania strony internetowej pewnej bardzo znanej, okrutnie drogiej i doskonale (W PL) rozpromowanej firmy kablarskiej – zauważyłem ogłoszenie które w luźnym tłumaczeniu brzmiało: “PRACA: jeżeli uważasz że możesz nam się przydać – napisz”.

Przez moją głowę przeleciała myśl: “a może by tak przejść do branży audio?”.

W końcu robiłby prawie to samo co robię, tylko z produktem który mnie kręci. Pracowałbym z dystrybucja, resellerami, sprzedawał. Rynek audio jest sto lat za murzynami w kwestii nowoczesnych form promocji, marketingu, reklamy, sposobów sprzedazy i docierania do klienta – wiec moja wiedza byłaby dla nich raczej nowością a moje umiejętności około-sprzedażowe – bezcenne.

Napisałem maila do pewnej firmy, dużej, znanej, na której produkty (nawet ze średniej półki) – mnie nie stać. Opisałem dlaczego warto ze mną porozmawiać i dlaczego jestem unikalnym i atrakcujnym przypadkiem na rynku pracy.

Następnego dnia otrzymałem miala zwrotnego od właściciela, a dokładniej syna właściciela który przekazał biznes w młodsze ręce. Tydzień później byliśmy już po godzinnym Video Callu gdzie poznaliśmy się i wstępnie “wybadaliśmy”.

Szybko zrozumiałem, że to firma choć duża, to tak naprawdę – malutka, bez standardów, bez praktyk, bez działu HR, również – i co najgorsze w tamtym czasie – bez pomysłu, wizji na nowe stanowisko.

Zeszło mi ciśnienie i zaczęło do mnie docierać gdy konfrontowałem się z rzeczywistością, że ta myśl która spowodowała, że do nich napisałem to były pobożne życzenia i że, błędem byłoby zmarnować 15 lat pracy w mojej aktualnej branży, gdzie moje nazwisko dużo znaczy, gdzie mam dobrze, dość stabilnie na rzecz iluzji i mojego chciejstwa, że w branży audio mógłbym robić to co obecnie tyle, że z “fajnym” produktem”

Ten Video Call był na rozpoznanie i powiedziano mi, że mój mail wzbudził duże zainteresowanie, ale “wakatu” obecnie nie ma, choć jest planowany.

Minęło kilka miesięcy kiedy otrzymałem kolejnego maila, celem podtrzymania kontaktu z informacją ,że kiedyś chętnie spotkaliby się ze mną face to face (twarza w twarz). Odpowiedziałem – że “z przyjemnością”.

Minęły kolejne 3-4 miesiące i tuż przed Audio Show otrzymałem maila z luźnym info, że fajnie byłoby się spotkać i pogadać. Zaproponowałem żebyśmy poszli na kolację, ale mój rozmówca miał już plany na piątkowy wieczór, wiec umówiliśmy się na sobotę, południe.

Jadąc na spotkanie byłem już niemal zdecydowany, że nie chcę mieć z branżą audio nic wspólnego. Nie chcę sprzedawać produktu w który nie wierzę, który jest drogi (za drogi), który jest zbędny, nie chcę obcować z klientem premium bo drażni mnie i nie rozumiem jak można mieć pięć domów i osiem aut, kiedy są ludzie którzy nie mają co jeść i dzieci pozostawione same sobie. Nie uznaję lizania sobie du.. i klepania po plecach, nie jestem fanem nowobogackich i innych przemądrzałych cwaniaków którzy za bardzo popłyneli i odlecieli od tego co naprawdę ważne. Polski rynek jest fatalny, zreszta jak w całym regionie CEE gdzie do niedawna była bieda i dopiero od 20-30 lat ludzie mają troche kasy i próbują nadgonić za zachodem którego bogactwo oglądali za dzieciaka w TV.

MNIE TO NIE INTERESUJE i mam tą szczęśliwą sytuację którą sobie wypracowałem – że nie muszę robić tego co uważam za moralnie wątpliwe. A pracę w typowej audio branży obecnie uważam za moralnie wątpliwe – wg. moich norm i wartości.

Spotkałem się z moim rozmówcą, podaliśmy sobie ręce, wymieniliśmy trzy zdania grzeczościowe po czym kazał mi na siebie czekać dłuższą chwilę, choć byliśmy umówieni na 13:30. To zły znak i daje do myślenia.

Chwilę później oznajmiłem wprost – bez small talku, żeby skrócic tą niekomfortową sytuację: “nie widzę siebie w branży audio”. I tyle. Potem jeszcze wspólna kawa, wymiana zdań które jasno dały do zrozumienia, że nie dogadamy się.

Gdybym tylko chciał – odpowiadałbym za sprzedaż topowej światowej marki (teraz skupiającej kilka brandów). Jeździłbym na targi do Monachium, Hong-Kongu, Francji. Testował co chciał, kupował za pół darmo itp itd. Opowiadałbym dlaczego warto wydać 70.000zł na kabel zasilający i czułbym się … fatalnie.

Ahh.. jak dobrze móc spokojnie sprzedawać zwykłe, proste, dobre i tanie drukarki. Świetny produkt w niskiej cenie, wartościowy, nieprzeszacowany, bez marketingowej “pompy”. Naprawdę dotarło do mnie jak dobrze mi tu gdzie jestem, choć od 8 lat jeżdzę, edukuję, udowadniam, że mam produkt wybitny w niskiej cenie – a ludzie i tak kupują świetnie wypromowaną znacznie droższą konkurencję. Zrozumiałem, że doceniam i daje mi spokój, że sprzedaję WARTOŚĆ, daję więcej za mniej, pokazuję, że da się inaczej – lepiej. To taka mikro zmiana świata na lepsze.

High end natomiast – przynajmniej w wydaniu tych większych graczy – dla mnie tzw. “robienie z szamba – perfumerii”

ad3.)

Nie zwiedziałem AVS 2025. Tzn, odwiedziłem kilka pokoi w TULIPIE i kilka w SOBIESKIM. Dwa pokoje zwróciły moją uwagę i w obu grały kolumny typu dipol / odgroda. Jeden mnie zachwycił już 2 lata temu, drugi jest dla mnie nowością:

Ten który zaciekawił mnie 2 lata temu oraz obecnie to pokój z kolumnami CIARRY KG-5040. Dwa lata temu byłem bliski zakupu tych kolumn.

Drugi pokój to marka Soft Collective SC-05.

Ciarry KG-5040 to dla mnie idealna alternatywa dla wszystkich dużych kolumn Vintage. Czyli jednolity, spójny, gładki i FAJNY dzwięk. Duży i wciągający. W tym roku grały z Brystonem, dwa lata temu z fajnym wzmacniaczem lampowym. Nie ważne co jest podłączone – z tymi kolumnami po prostu zawsze gra super!

Soft Collective zagrały również świetnie, ale myślę że mogą być mniej wybaczające niż Ciarry. Soft Collective dopiero na wypasionym gramofonie z wkładką za 25tyś pln zagrało zjawiskowo, podczas gdy Ciarry z niemal czymkolwiek grały wciągająco. Ciarry są większe, wyższe i scena jest wyżej, dzwięku jest więcej, jest lepiej.

W SC-05 drażniło mnie, że dzwiek jest przy podłodze, jako że to niskie kolumny, zaprojektowane do living roomów a nie pomieszczeń do audio.

Ciarry KG-5040 chyba kiedyś je kupie. Nie jako zastępstwo za Akustyk/Illuminati, tylko jako alternatywę.


Posted

in

by

Tags: