Moje “upgradey” 😉

Jak coś dobrze gra – NIE TYKAĆ!!!!!!!!

Jeżeli złapałeś “królika za jajca” – NIE TYKAĆ!!!!!!!

oczywiście to piękna teoria, niemal niemożliwa do zrealizowania dla emocjonalnego i ciekawego miłośnika audio który posiada i umie operować lutownicą.

Z drugiej strony wieczne hamowanie się blokuje rozwój a czasami trzeba zrobić trzy kroki w tył, żeby…. wziąć rozpęd i wykonać skok równy dziesięciu krokom. Także w praktyce – “wiem, że nic nie wiem”.

Mam jednak w swojej historii kilka przypadków prób poprawy skończonych urządzeń które zakończyły się niepowodzeniem. I nie jest tak, że “skończone” urządzenie to takie którego w żadnym aspekcie nie da się poprawić, czy takie które krzyczy “jestem ideałem”. Skończone urządzenie to takie które ma swoje cechy osobnicze które sa ciekawe, ujmujące i powiedzmy – charakterystyczne, ale też spójne i dość zbalansowane.

Istnieje miejsce na równowagę oraz unikalną charakterystykę, to się nie wyklucza.

Pierwsza moja próba poważnego upgradeu dotyczyła wzmacniaccza Sun Audio 2A3. Przerobiłem w nim wszystko co było do przerobienia, wymieniałem lampy, układy lampowe, przetestowałem WE363A, Ecc40, 6SL7 i pewnie jeszcze inne których już nie pamiętam. Testowałem setki różnych kondensatorów, kilka dławików, rezystorów. Po dwóch latach zabawy wróciłęm do oryginału.

Dużo się nauczyłem, to in plus dla mnie, ale poświęciłem na tą zabawę MNÓSTWO czasu i pieniędzy.

Po prawdzie muszę dodać, że posiadałem łącznie trzy sztuki różnych Sun Audio 2A3 i tylko ten pierwszy był tym który po dziś dzień chciałbym mieć u siebie. Inna sprawa, że była to sztuka tak dopieszczona i tak wymuskana, że drugiej takiej nigdy nie widziałem, ani w PL ani na świecie. Swoją drogą teraz zastanawiam się kto stworzył taką unikalną kombinację komponentów tamtego egzemplarza. Ktokolwiek to był – udało mu się szokująco dobrze.

Wspominam o tym ponieważ ta sztuka Sun Audio była tak doskonała, że…nie było tam czego poprawiać, a ja mimo wszystko chciałem.


Podobnie było z przetwornikiem Reimyo, choć tu sprawa była prostsza. Urządzenie zachwyciło mnie gdy je dostałem a ja w tym zachwycie postanowiłęm dodać drobne zmiany które wynosiłyby ten egzemplarz do najwyższej wersji i zrozumiałem, że… to już nie dla mnie, że te kilka ostatnich muśnięć (dodatkowe blaszki na kondensatorach, bezpiecznik srebrny itp itd) to już…nie do końca dla mnie. Wróciłem do wersji bazowej i znowu grała muzyka.


Podobnie było z kolumnami Harbeth 40 czy wzmacniaczem Wells Audio Innamorata. Harbethy przerobiłem gruntownie, natomiast w Wells Audio wymieniłem tylko jeden kondensator. W obu przypadkach na moje ucho – zmiany w dzwięku nie były warte zachodu. Było troszeczkę inaczej.. ale czy lepiej? Nie wiem. Pamiętam, że w obu przypadkach żałowałem czasu i zachodu na te modyfikacje.


Takich historii mam jeszcze wiele. Kolega próbował poprawić rzadki i fenomenalny wzmacniacz Jeff Korneff 45, czy domontować Duelundy na wyjściu preampa RESTEK VECTOR :). Powiem tylko, że szybko wrócił do oryginału, choć ze wzmacniaczem chyba się już nie udało.


Żeby nie kończyć w tak minorowym nastroju – historia zna przypadki również dobrych i udanych upgradeów, ale dochodzę do wniosku, że dobrych urządzeń nie nalezy próbować poprawiać. Albo ujmę to jeszcze inaczej:

Zarówno Sun Audio, Reimyo DAC, Grandinote Shinai, pre Phasemation EA1 – to są te przypadki urządzeń które mnie zachwyciły od razu (w tych stanach, wersjach w których do mnie dotarły), bez zastanawiania się. Z uśmiechem na ustach moglem powiedzieć “SĄ ZAJEBISTE” 🙂

I tych ZAJEBISTYCH nie nalezy tykać.

Poprawiać można inne – słabe, tylko po co?


Posted

in

by

Tags: